Muskające moją rozgrzaną skórę opuszki palców, wywołują u mnie niekontrolowane, ledwo słyszalne mruknięcie. Niezwykle aksamitne dłonie, delikatnie napierają na coraz mniej bolące mnie miejsce między łopatkami. Słodki Jezu, co ta dziewczyna ze mną wyprawia. Gdybym tylko mógł, to chyba mruczałbym niczym kot głaskany za uchem. W chwili, gdy brunetka pochyla się nieco nade mną, do moich nozdrzy dochodzi woń jej perfum, skóry. Wzdychając cicho stwierdzam, że zapach jest niezwykle intymny, zmysłowy, przytulny. Taki, jak ona.
Przenoszę wzrok na jej twarz. Jest już w Kazaniu prawie dwa miesiące. Widać po niej, że powoli stara się samej siebie nie ukrywać. Tej prawdziwej siebie. Nie zagłusza w sobie tego dziecinnego wręcz okrzyku radości, na widok ulubionych ciastek z cukierni, które razem zjadamy po każdym meczu w ramach nagrody. Nie próbuje już być przesadnie poważna, bo jak sama powiedziała, ma dopiero 23 lata i wszystko przed nią.
Owszem, nie mówi mi wielu rzeczy, zdarzają jej się dni ciche, podczas których jej brązowo - zielone oczy, przybierają ton chłodnej obojętności. Ale coraz rzadziej.
Zauważając, że ją bacznie obserwuję, przewraca uroczo oczami i prycha. No tak, miałem tego nie robić w chwili gdy mnie masuje. Nieraz robiła mi awantury, że te moje "pieprzone" napięte mięśnie, nie dają jej wykonać porządnie pracy, która i tak nie należy do niej. Niemal wszyscy zawodnicy Zenitu, w chwili gdy dowiedzieli się o dłuższej nieobecności drugiego masażysty i wynikającemu z tego zastępstwu go przez Elenę, dosłownie rzucili się do kozetki do masażu. Ale cóż się dziwić, jest..
- Matt, boli jeszcze? - Pyta cicho, na co mój lewy kącik ust podnosi się ku górze. Mam zamiar jej powiedzieć, że tak, że właściwie to całe ciało mnie boli. Ale skutecznie przerywa mi dźwięk śmiechu trenera.
- Nie boli, nie boli. Po tej rozanielonej minie można poznać. Za pięć minut następny, z barkiem. - Informuje, na co Elena zabiera swoje drobne dłonie z moich pleców, dając mi wrażenie, jakby moje ciało było zupełnie pozbawione ciepła.
- Jutro mecz, denerwujesz się? - Rzuca we mnie moją klubową koszulką, i siada na krzesełku.
- A powinienem?
- Chyba nie. - Wzrusza ramionami.
- Paul się mi żalił, że nie odpisujesz mu na wiadomości.
- Idiota.
- Długo będziesz się na niego gniewać? - Parskam śmiechem na widok pojawiającego się na jej twarzy zniecierpliwienia.
- Rozumiem, że stoisz po jego stronie?
- No daj spokój. Może myślał, że już mnie nie pamiętasz?
- Raczej ciężko zapomnieć kogoś, kto strącił mnie z łóżka na podłogę. Albo kogoś, kto bez pytania wgrywa mi jakieś Mumford and Sons na iPhona.
- Słuchałaś? - Uśmiecham się szeroko, dostrzegając jak Elena śmiejąc się, potakuje.
***
***
Nie wiem czy do końca już zgłupiałam, czy za dużo poprzedniego dnia wypiłam z Alą, czy może robię specjalnie na złość Lotmanowi, ale zostaje w Kazaniu do końca sezonu. Trener zadowolony, prezes zadowolony, zawodnicy zadowoleni, a więc i ja powinnam być zadowolona.
Ale to nie teraz. Bo właśnie na parę dni przed Wigilią, łażę po tym durnym mieszkaniu, z termometrem pod pachą, kubkiem gorącej herbaty w dłoni i w szlafroku, którego kieszenie są wypchane chusteczkami. Krótko mówiąc, się rozchorowałam.
Mijając w przedpokoju drzwi wejściowe, jeszcze raz zerkam na nie, upewniając się czy aby na pewno są zamknięte. W ostatniej telefonicznej rozmowie z Andersonem, nie wspomniałam mu o tym, że w ciągu minuty wysmarkam połowę opakowania chusteczek, że kicham nie jeden raz a pięć i że moje ciało, jest cholernie gorące i to bynajmniej nie z powodu żadnej namiętności. Tak więc, w chwili kiedy ta menda się dowie, z jakiego to powodu nie mogłam pojechać z nimi do Moskwy w której Zenit miał rozegrać przedostatni mecz, pewnie przejedzie pół miasta w poszukiwaniu najlepszego leku, który zapewne wręcz pogorszy moje zdrowie, a kiedy już pojawi się u progu drzwi, zrobi mi ogromną awanturę o to, że nic mu nie mówię, że przecież owo zdrowie mam tylko jedno i że jestem głupia. Nie wspomnę nawet w jaki sposób ten pacan znajdzie się w moim mieszkaniu, bo to jest już jego tajemnica.
Zmęczona wdrapuję się na parapet. Wiem, że nie powinnam siedzieć z gorączką przy otwartym oknie w środku grudnia i to w Rosji. Ale cóż poradzić, uwielbiam czuć chłód na swoim ciele. Zwłaszcza gdy gorączka zamiast spadać, ciągle idzie w górę. Skubiąc swoje różowe, wełniane skarpetki zastanawiam się czy przeznaczenie rzeczywiście istnieje. No bo, jak tak się przyjrzeć to życie może być w pewnym sensie takim długim łańcuchem, powstającym z złączonych ze sobą momentów. Dzięki wyprowadzce do Stanów poznałam Paula, a dzięki niemu poznałam Alicję. Poznanie jej dało mi szansę poznać siatkarzy co doprowadziło do poznania Matthew. Wybranie na studiach kierunku, jakim była medycyna sportowa dało mi pracę w sportowym klubie. A przez to, ponowne spotkanie Amerykanina.
Ale kiedy wracam myślami do dzieciństwa, próbując i tam wyszperać jakieś dowody na istnienie owego przeznaczenia, dochodzę do wniosku, że jego jednak nie ma. Że to bujdy i brednie powstające zazwyczaj w myślach zakochańców.
Z myśli wyrywa mnie dźwięk komórki. Zerkam na wyświetlacz : Masz 1 nieodebraną wiadomość od: Matthew: Będę za 5 min.
***
***
- Przecież ci mówię, że to nic poważnego! Zwykłe przeziębienie! Zresztą, co ci do tego?! - Krzyczy brunetka do przyjmującego, nie zważając na piekielny ból gardła. Wie, że jest wściekły. Zaciśnięta szczęka, dłonie zwinięte w pięści i nierównomierny oddech, bynajmniej nie świadczą o jego radości.
Anderson z trudem powstrzymuje się przed wywrzeszczeniem wiązanki przekleństw. Nie lubił kląć w towarzystwie kobiet, w Jej towarzystwie. Czuje jak jego mięśnie są napięte do maksimum. Czuje też w pewnym sensie ból, widząc w jaki sposób patrzy na niego dziewczyna.
Anderson z trudem powstrzymuje się przed wywrzeszczeniem wiązanki przekleństw. Nie lubił kląć w towarzystwie kobiet, w Jej towarzystwie. Czuje jak jego mięśnie są napięte do maksimum. Czuje też w pewnym sensie ból, widząc w jaki sposób patrzy na niego dziewczyna.
- Chyba mam prawo wiedzieć, co się z tobą dzieje. - Warczy ostro i nie wytrzymując, bez zastanowienia przyciska jej drobne ciało do ściany. Zdesperowanym wzrokiem, próbuje znaleźć w jej twarzy jakieś ciepłe uczucie, jakąś wskazówkę do tego, co ma zrobić aby wreszcie mu w pełni zaufała.
- Matt..
- Martwię się o ciebie. - Szepce Anderson, dotykając czule dłonią jej rozgrzanego, gładkiego policzka. Brunetka na słowa i gest Amerykanina, mimowolnie się uśmiecha, bo mówić, to ona już nie da rady.
***
Mówi się, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Czy jakoś tak.
Elena po naszym małym spięciu w pewnym sensie straciła głos, przez co musiałem się z nią znowu wykłócać o to, aby wysmarowała sobie gardło jakimś alkoholem w celu wygrzania. Tak więc przez cały ten czas porozumiewała się ze mną za pomocą rysowanych obrazków, co i tak nie przeszkodziło jej w przekomarzaniu się ze mną.
Teraz, po obejrzanej po rosyjsku komedii, jej głowa spoczywa na moich kolanach, twarz jest zwrócona w moją stronę, przez co mogę się jej dokładnie przyjrzeć. Jej uroda, tak jak ona, jest nieco sprzeczna z samą sobą. Delikatne, albo jak to Paul mi tłumaczył - szlacheckie - rysy kontrastowały z ciemnymi, dodającymi charakteru brwiami i gęstymi rzęsami. Usta jędrne, malinowe. Niemal codziennie w szatni wysłuchuję jak to one kuszą mężczyznę, jakie to są cholernie seksowne, gdy brunetka je lekko przegryza w chwili skupienia.
Uśmiecham się pod nosem, słysząc jej cichy pomruk w chwili gdy opuszkiem palca muskam jej dolną wargę. Po chwili, zauważam jak przez katar coraz ciężej jest jej oddychać, na co biorę ją na ręce i zanoszę do ciemnej sypialni.
Sam kładę się obok niej, usilnie tłumacząc sobie, że zostaję przy niej na noc tylko dlatego, że jest chora i sama, a nie że coraz bardziej zaczyna mi na niej zależeć.
Sam kładę się obok niej, usilnie tłumacząc sobie, że zostaję przy niej na noc tylko dlatego, że jest chora i sama, a nie że coraz bardziej zaczyna mi na niej zależeć.
Jejku jak magicznie! Uwielbiam tą zażyłość między nimi. Oboje próbują udawać, że nic się nie dzieje, ale przecież na kilometr widać, że im zależy. Przynajmniej Andersonowi, którego uwielbiam. Cudowny charakter dla niego stworzyłaś. <3 Czekam na kolejny, oby szybki. Pozdrawiam i zapraszam na ostatni u mnie : *
OdpowiedzUsuńFantastyczny rozdział jak i cała historia. Jest niesamowicie intrygująca! Wprowadziłaś tu klimat. Czyta się przyjemnie i szybko aż nie mogę doczekać się następnego odcinka. Mam nadzieję, że mimo małej (ale pewnie tylko na razie) ilości komentarzy niedługo pojawi się tu coś nowego:)
OdpowiedzUsuńBoże jest tak magicznie.
OdpowiedzUsuńDodatkowo strasznie intrygujesz.
Z ogromnych otchłani widać, zę tym dwojgu na sobie zależy,
Serdecznie i równie mocno zapraszam na prolog mojej nowej historii. Historii nie łatwej. Jest to opowiadanie o dwojgu ludzi niekochanych, których połączy coś niesamowitego. Coś wręcz nieprawdopodobnego. Oboje znają smak prawdziwego sportu i walki. W głównych rolach występują Piotrek Nowakowski i Lena Wojciechowska.
blekitneoczy1.blogspot.com
Zapraszam jeszcze raz i pozdrawiam.